II.
Adam i Ewa przekazali każdemu pokoleniu swych potomków dążenie do władzy. W pogoni za nią ludzie nie szczędzą wysiłków. Poczęści władza stanowi cel sama w sobie. Tyranizowanie bliźnich jest zadośćuczynieniem odwiecznemu, głębokiemu popędowi natury ludzkiej. Władza jest także środkiem wywyższenia się ponad innych i wzbogacenia się. Ludzie per fas i per nefas zdobywają dobra doczesne, ażeby posiąść władzę. Walczą o nią, ażeby się wzbogacić. Władza zapewnia możność wygodnego zarobkowania. Jest rzecz ą zrozumiałą, że wielu ludzi pragnie żyć z renty. Zabierają przemocą warsztaty produkcji i odstępują ich użytkowanie w zamian za wynagrodzenie, np. zadowalają się pobieraniem czynszu dzierżawnego. Nowoczesna posada urzędnicza także ma swe zalety. Nieusuwalność, zabezpieczająca przed bezrobociem, emerytura, pensja wdowia równoważą z nawiązką niejednokrotnie niski wymiar poborów. Chęć zapewnienia dzieciom stanowiska w służbie publicznej, zwłaszcza wtedy, gdy trudno o inne, nie jest zjawiskiem niewytłumaczalnem.
Współczesne przejście od ustroju w znacznym topniu liberalnego do bardziej etatystycznego odpowiada powszechnemu od zarania dziejów falowaniu życia ludzkiego. Rozwój wypadków jest zawsze łamany, a nie prosty; nigdy nie idzie stale w tym samym kierunku. Po latach tłustych następują chude i odwrotnie, po pokoju wojna, po okresach demokratyzowania się życia państwowego czasy ścieśniania koła osób, biorących udział w rządach, po liberalizmie przychodzi kolej na etatyzm, bo ludzie skłonni są do nowinek, jak mawiano w Polsce XVI wieku, bo nigdy z niczego nie są zadowoleni, bo zawsze pragną zmiany.
Oprócz ogólnych, psychologicznych przesłanek, podkopujących trwałość każdego ustroju politycznego, nie brakło przyczyn całkiem konkretnych, które na przełomie poprzedniego i bieżącego stulecia, jak i po dziś dzień, sprzyjają rozwojowi etatyzmu.
Postępy techniki rozszerzają szybko i znacznie sferę zainteresowań ludzkich, a zatem także działalności państwowej. Wymieniam jako przykład z ostatnich lat automobilizm, lotnictwo, radjo. Państwo nie mogło zignorować tych i podobnych przewrotów. Musiało zająć się niemi ze względów wojskowych i innych.
Pod naciskiem postępów techniki zakres działania państwa wzrasta szybciej niż zakres działania społeczeństwa. Wielkie przedsiębiortstwa stają się popłatniejsze niż małe. Drobne upadają, wielkie kartelizują się. Z tą chwilą państwo zyskuje możność daleko sięgającego nadzoru. Pokusa wykorzystania sytuacji jest znaczna. Państwo jej chętnie ulega, Technika jest walną podporą tendencyj monopolitycznych współczesnego życia gospodarczego, a monopole prywatne łacno przechodzą w ręce państwa.
Zmiany w rozkładzie sił politycznych zapewne w wyższej mierze zaważyły na szali wypadków. Etatyzm znalazł oparcie w kształtowaniu się polityki, tak zagranicznej, jak niemniej i wewnętrznej. Zarówno dążenie do wzmocnienia mocarstwowego stanowiska państwa, jak jego zdemokratyzowanie wzmogło znacznie zasiąg wpływów państwa, przyczem rozstrzygające znaczenie przypisuję procesowi demokratyzacji. Etatyzm jest rozrastaniem się ustroju politycznego. Bezpośrednia przyczyna tego zjawiska nie może tkwić w niczem inem, jeno w zmianach, zachodzących w budowie tegoż ustroju. Byłoby to niewytłumaczalnym wyłomem we współzależności zjawisk, gdyby z chwilą przejścia władzy w inne ręcejej zakres czynności pozostał niezmieniony.
Interes mocrstwowy wyraża się przedewszystkiem militarnie. Wiele państw rozszerzyło znacznie swój zakresdziałannia, ażeby tym sposobem zwiększyć pogotowie wojenne. Hasło poparcia przemysłu wojennego, a więc w obecnym stanie techniki niemal każdego przemysłu, nalazłlo żywy oddźwięk i stało się źródłem daleko posuniętego upaństwowienia przemyłu Protekcjonizm celny zyskał skuteczną podporę w przekonaniu , że tym sposobem można zapewnić samowstarczalność gospodarczą państwa na wypadek wojny.
Zdemokratyzowanie ordynacji wyborczej, przejście do powszechnego głosowania stało się główną przyczyną zwycięstwa etatyzmu, ponieważ w znacznej mierze pozbawiło władzy warstwy posiadające. Nie we wszystkich jednak państwach. W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej mimo powszechnego głosowania burżuazja nie wypuściła steru z rąk, dzięki czemu życie gospodarcze wewnątrz państwa zachowało po dziś dzień dużo znamion liberalnych. W państwach europejskich wpływy polityczne burżuazji pod naciskiem powszechnego głosowania znacznie zmalały, ponieważ w Europie ruch robotniczy i socjalistyczny rozwinął się bez porównania silniej niż w Stanach.
Burżuazja nie chciała obciążać się zbyt wysokiemi podatkami Nie chciała zbytnio zwalać podatków na biednych, we własnym dobrze zrozumianym interesie. Zależało jej na tem, ażeby warstw niższych nie zrażać do swoich rządów. W tym stanie rzeczy nie pozostawało nic innego, jeno gospodarować oszczędnie, a więc ścieśniać zakres działania państwa. Burżuazja, skupiająca w swoich szeregach warstwy posiadające, żądała od państwa zabezpieczenia własności, stanowiącej podstawę jej dochodów. Mniej dbała o posady urzędnicze. To też nie zależało jej tak bardzo na mnożeniu posad. Powszechne głosowanie jest równoznaczne z powiększeniem koła osób, wywierających wpływ na losy państw. Ludzie, obejmujący władzę na zasadzie poparcia, udzielonego im przez większość parlamentu, wybranego powszechnem głosowaniem obywateli, muszą liczyć się z interesami obszernego koła swoich wyborców, w gronie których przeważają osoby albo nie posiadające majątku, albo posiadające majątek mały. Powstaje problem zapewnienia korzyści kołu osób znacznie liczebniejszemu niż poprzednio, który to problem nie może być rozwiązany inaczej, jeno pomnożeniem ilości osób, czerpiących dochody z kas publicznych, zwiększeniem budżetu i wchłonięciem działalności obywateli w tryby administracji państwowej w stopniu poprzednio nieznanym.
Ten rozwój wypadków jest zgodny z celem, przyświecającym tym, który walczyli o urzeczywistnienie powszechnego głosowania. Poplecznicy tej reformy dlatego właśnie bronili jej, aby przedstawicielom warstw biedniejszych zapewnić wpływy polityczne i możność ich zużycia na korzyść tych warstw. Coprawda dalszy etap rozwoju okazał się sprzeczny z zamierzeniami. Demokracja polityczna zrodziła etatyzm w imię zupełnego urzeczywistnienia swych haseł, a rozwój etatyzmu ugodził śmiertelnie w demokrację polityczną. Ostatecznie nic w tem tak dalece dziwnego. Każdy żywy pierwiastek, dojrzewając, wytwarza warunki, sprzyjające jego śmierci. Dziwną jest chyba tylko szybkość tej ewolucji. Demokracja polityczna przeżyła się niemal w tej samej chwili, w której odniosła ostateczne zwycięstwo.
Czy i o ile wojna, podjęta w r. 1914, wywarła wpływ etatystyczny? Jej długie trwanie i rozmiary zmusiły wiele państw do wejścia na drogę specjalnego etatyzmu wojennego, dostosowanego do celów, o których urzeczywistnienie chodziło. Ówczesna przymusowa gospodarka zubożyła znacznie ludność i dała jej się mocno we znaki, ograniczając w wysokim stopniu wolność obywateli. Tak dotkliwe następstwa tej gospodarki objawiły się najsilniej w państwach, w których inflacja przetrwała wojnę. Etatyzm wojenny i inflacja wywołały reakcję przeciwko etatyzmowi wogóle, która jednak okazała się przemijającą.
Po stabilizacji waluty etatyzm odżył niemal ze zdwojoną siłą. Złożyły się na to dwie przyczyny. Wojna niewątpliwie podkopywała stanowisko warstw posiadających nawet w państwach zwycięskich. Do wojny powołano całą ludność. Biedniejsi, stanowiący większość, obdarzoną czynnem i biernem prawem wyborczem do parlamentów, ucierpieli finansowo najwięcej i wystąpili z żądaniem wynagrodzenia im ofiar, poniesionych w obronie ojczyzny. Do opłacania podatków zgodnie z demokratycznym ustrojem politycznym pociągnięto przedewszystkiem bogatych. Powiększono świadczenia państwa na rzecz uboższych.
W niektórych państwach wojna i inflacja wyczerpały kapitał społeczeństwa w wysokim stopniu, skutkiem czego prywatna inicjatywa gospodarcza osłabła, zwłaszcza w zakresie produkcji dóbr trwałych. Ruch budowlany prywatny niemal zamarł. Wyłoniły się i zostały spełnione żądania zaradzeniu złemu przez państwo, co oczywiście wydatnie obciążyło skarb.
Ten motyw w Polsce odgrywa obecnie znaczną rolę. Polska przechodzi okres etatyzmu z tych samych przyczyn, które w innych państwach zaważyły na szali wypadków. W ubiegłem dziesięcioleciu posiew etatyzmu rozplenił się w Polsce silniej niż w wielu innych państwach zapewne dlatego, że napięcie sił antyliberalnych było u nas większe. Liberalizm, na jaki nas stać było, wyładował się w zrzuceniu obcej przemocy, a w polityce wewnętrznej w wydrukowaniu w "Dzienniku Ustaw" papierowej konstytucji, w obronie której nikt nie chciał ponosił ofiar, którą etatyzm gospodarczy unicestwił. Dlaczego?
Wpływy polityczne warstw posiadających w sprzyjających warunkach okazały się potężnym hamulcem, skutecznie powstrzymującym aparat państwowy na śliskiej drodze rozdęcia jego atrybucyj. W Polsce zmartwychwstałej wpływ burżuazji na tok wypadków był mały. W wielu państwach zagranicznych większa siła polityczna burżuazji tłumaczy się przedewszystkiem jej znaczną liczebnością, wynikającą z istnienia mnogiego stanu średniego, samodzielnie zarobkującego, a więc z wykluczeniem średnio uposażonych urzędników publicznych i prywatnych. Proces koncentracji produkcji podciął i nadal niweczy byt wielu pracowni rzemieślniczych i kupieckich. Na dobitek wcale znaczny odsetek naszej burżuazji znalazł się poza nawiasem polskiego życia politycznego ze względu na swą przynależność do obcych narodowości. Co więcej, członkowie polskich warstw posiadających ostali w pewnej mierze odsunięci na bok. Do władzy doszli w Polsce niepodległej ludzie, którzy przez całe swe życie o niepodległość walczyli, którzy przeciwstawiali się w trzech zaborach zwolennikom polityki ugodowej w stosunku do mocarstw zaborczych. Nowi władcy rekrutowali się w pokaźniej liczbie z proletarjatu inteligencji, nie uposażonego hojnie w dostatki ziemskie. Ugodowcy mieli oparcie raczej w warstwach posiadających. Bojownicy o niepodległość dobrze pamiętali o tem, że mało demokratyczny rozmach kierowników powstania z r. 1830 był jedną z przyczyn klęski. Właśnie dlatego bojownicy o niepodległość chętnie łączyli się z polską partją socjalistyczną (P. P. S.), stanowiącą także w Polsce z natury rzeczy główną ostoję etatyzmu. W Polsce objęli władzę i sprawują rządy po dziś dzień ludzie, którzy za młodu przeszli szkołę czynnej pracy w socjalizmie, a potem w legjonach. Praca w legjonach stępiła nieco ostrze radykalizmu socjalistycznego, ucząc konieczności godzenia go z wymogami wzmocnienia siły mocarstwowej państwa, z pewnością jednak nietylko nie była uczelnią liberalizmu, ale dostarczała pewnych podniet polityce etatystycznej, choćby z punkty widzenia wzmożenia sił państwa w walce z sąsiadami i przeciwstawienia się ugodowcom.
Powszechne głosowanie pozbawiło aparat państwowy hamulca , zwalniającego bieg ku upaństwowieniu jak najobszerniejszych sfer ludzkiej działalności.W Anglji rozpoczęto stopniowo rozszerzać koło wyborców do izby niższej parlamentu w r. 1832. Polska weszła na tę drogę znacznie później. Najwcześniej w zaborze pruskim, ale i tu dopiero w r. 1871. Najpóźniej w Królestwie i w prowincjach zabranych. Przegrana wojna z Japonją skłoniła rząd rosyjski do powołania dumy w r. 1905, przyczem liczba wyborców i uprawnienia dumy były wielce ograniczone. W Polsce w lutym 1919 roku odbyły się wybory do jednoizbowego sejmu konstytucyjnego, zwanego ustawodawczym, na zasadzie przyznania prawa głosu kołu wyborców, obszerniej zakreślonemi niż w Anglji. Anglja pozostała w tyle. Zrówna się z nami przy najbliższych wyborach. Dopiero wówczas głosować tam będą po raz pierwszy obywatele od lat 21-30.
W tym stanie rzeczy któż rozsądny dziwić się może temu, że powszechne głosowanie funkcjonuje w Anglji lepiej niż w Polsce. Nagłe przejście do powszechnego głosowania utrudniało w Polsce wyrobienie się i uzyskanie wpływu w państwie tradycji politycznej, zdolnej przeciwstawić radykalizmowi etatystycznemu trafną ocenę rzeczywistości.
Nastawienie polityczno-ekonomicznego myślenia i wartościowania wpływowego odłamu naszej opinji publicznej stworzyło grunt podatny do urzeczywistnienia programu, zalecającego wzzmożenie ingerencji państwa. Ludzie opowiadają się za wszechwładzą państwa, bo wierzą w możliwość pomyślnego wykonania wselkich zamierzeń ustawodawców i władz. Naiwna wiara w wszechmoc państwa płynie z błędnej oceny stosunku, zachodzącego między zakreślanemi celami a środkami, przewidywanemi gwoli ich osiąggnięcia. Ten nniepokojący stan umysłów wydaje się w Polsce bardziej rozpowszechniony niż w innych państwach.
Prócz nagłego wprowadzenia powszechnego głosowania zapewne także krytyczne ustosunkowanie się naszej opinji publicznej do realistycznej polityki ugodowej wobec mocarstw zaborczych zdepopularyzowało realizm wszelki jako miarodajny wskaźnik w sprawach politycznych i ekonomicznych. W jednym z trzech zaborów stronnictwo ugodowe przybrało nazwę stronnictwa realistów gwoli zaznaczenia głównego motywu swego pojednawczego stanowiska wobec zaborców. Zwolennicy tego stronnictwa odrzucali radę poety: "Mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił". W poczuciu chwilowej słabości społeczeństwa, pamiętając o szkodliwych skutkach nieudałych powstań, uważali za wskazane odroczenie walki o niepodległość do sposobniejszej chwili, co oczywiście wywoływało gwałtowny sprzeciw "niepodległościowców", którzy po wielkiej wojnie doszli w Polsce do władzy. Polityka mierzenia sił na zamiary może być zalecenia godna, jeżeli okoliczności sprzyjają, w polityce zagranicznej. Nawet na polu bitwy mało oględna śmiałość niekiedy popłaca. Natomiast tam, gdzie chodzi o finanse państwa i gospodarstw społeczeństwa, ryzykowanie jest stokrotnie niebezpieczniejsze.
Chęć zbierania dojrzałych owoców bez ponoszenia ofiar silnie się uwydatniła w dziejach naszej konstytucji, parlamentaryzmu, stabilizacji waluty. Na papierze wszyscy opowiadali się za temi postulatami. Ale nie stać było społeczeństwa na ofiarność, niezbędną w danych warunkach dla ziszczenia zamierzeń. Ten kąt widzenia polityczno-ekonomiczny stanowi podłoże wiary w wszechmoc państwa i etatyzmu. Na przykładzie ustosunkowania się opinji publicznej do zagadnienia demograficznego w Polsce i w innych państwach spróbuję bliżej uzasadnić to, co napisałem.
W Anglji poziom dobrobytu szerokich mas robotniczych jest stosunkowo wysoki. Bogatsi są wysoko opodatkowani. Związki zawodowe, do których państwo życzliwie się ustosunkowało, wywalczyły wysokie płace. Ustawodawca ograniczył czas pracy i przymusowo ubezpieczył robotników od bezrobocia. Opinja publiczna domaga się od rządy, ażeby zabezpieczył każdemu minimum utrzymania i pomagał masom robotniczym bronić raz osiągniętego poziomu dobrobytu (standard of life). Jednak opinja angielska rozumie, że byłoby narzucaniem państwu zadania nad siły, gdyby równocześnie ludność zbyt szybko się rozmnażała. W Anglji ilość urodzin także wśród warstw robotniczych, bardzo znacznie spadła. W rozumieniu Anglików powodzenie polityki czasu pracy i przymusowych ubezpieczeń uwarunkowane jest umiarkowanym przyrostem ludności.
Faszyzm włoski wywiesił hasło zwiększenia przyrostu ludności w imię wzmożenia siły mocarstwowej państwa. Do tego programu zastosował swą politykę socjalną. Głosi, że w razie potrzeby należy przedłużyć czas pracy i że wysokie płace są dopuszczalne tylko o tyle, o ile to jest zgodne z interesem państwa.
Obie te polityki są wręcz sprzeczne, ale to mają wspólne, że obie liczą się z rzeczywistością, są jasne, stanowcze i właśnie dlatego godne wielkich narodów.
Polska przoduje niemal wszystkim narodom rozmiarami swego przyrostu ludności i ubóstwem kapitału. Czynnniki te nieodzownie muszą ujemnie wpływać na wysokość płac i stan bezrobocia. A jednak rozpowszechnione jest przekonanie, że wystarczy upaństwowić to i owo, wydać jeszcze kilka ustaw, utworzyć szereg nowych urzędów, nadzorujących gospodarkę prywatną i ustanawiających, ażeby odrazu podnieść płące i usunąć bezrobocie.
Wysokie płace, zwłaszcza w kraju gęsto zaludnionym, są uwarunkowane znacznemi zyskami, w dużej mierze zaoszczędzanemi i produkcyjnie zużywanemi, wywołującemi tym sposobem popyt za robocizną, który podbija płace. Bez wysokich płac niema znacznego i trwałego dobrobytu, bo brak dostatecznego zbytu na wyprodukowane dobra i usługi. W Polsce, zgodnie z rozpowszechnioną polityką strusią zamykania oczu na rzeczywiste trudności, mówi i pisze się ciągle, że wysokie płace są źródłem dobrobytu Stanów Zjednoczonych i że wystarczy podnieść płace, ażeby zwiększyć produkcję i stworzyć raj na ziemi. Jeżeli zaś Polska do tego jeszcze nie doszła, to cała wina leży jakoby po stronie rządu, który waha się zmusić przedsiębiorców do zrezygnowania z części nadmiernych zysków. W Polsce propaguje się wysokie płace i niskie zyski, choć nie ulega wątpliwości, że wbrew pozorom jedno drugie wyklucza. Są tacy, którzy idą dalej i łoszą z trybuny sejmowej nastanie wkrótce ery produkowania dla zaspokojenia potrzeb, a nie dla zysku, choć wielowiekowe doświadczenie uczy, że tylko produkcja na zysk obliczona może być wielką i zapewnić wysokie płace. Pisze się ciągle o wysokich płacach w Stanach Zjednoczonych, a milczy się o tamtejszych wysokich zyskach, o małej ochronie pracy, o nieubezpieczaniu przymusowo robotników, o poniechaniu przez Stany wejścia na drogę etatyzmu gospodarczego. Milczy się o wzajemnem uwarunkowaniu tych zjawisk.
Ciągle przytacza się to wszystko, co zagranicą jest korzystne, z wyrzutem pod adresem rządu, że jeszcze nie wydał ustawy, zapewniającej od jutra dorównanie przez Polskę wszelkim możliwym rekordom zagranicznym, - ale systematycznie pomija się ciemne plamy, któremi okupione są zagraniczne świetności.
W Polsce istnieje dziwne pojęcie optymizmu polityczno-ekonomicznego, do którego miłujący ojczyznę obywatele są zobowiązani. Wedle tej teorji optymistą jest ten, kto wierzy w wszechmoc państwa, w możliwość usunięcia nagle wszelkich bolączek nakazem rządu. Propagatorzy tego optymizmu nie zdają sobie sprawy z tego, jak dalece szkodliwym jest płytki optymizm, choćby dlatego, że drogą reakcji wywołuje równie potępienia godny, bezzasadny pesymizm, negujący znaczne dokonane postępy i wszelkie możliwości ich dalszej rozbudowy. Istnienie w społeczeństwie podobnych nierealnych nastrojów dobitnie świadczy o ubóstwie naszego myślenia i wartościowania polityczno-ekonomicznego.
Czyż nie świadczy o tem samem równoczesne ciągłe odwoływanie się o pomoc do państwa i niechęć uchwalania uzasadnionych podatków? Nieraz trudno oprzeć się wrażeniu, że w Polsce uważa się pomoc państwa za bezpłatną. Jest ona oczywiście bezpłatną dla tych, którzy za nią nie płacą, ale ktoś koszta ponieść musi. Nie jest bezpłatną w rachunkach gospodarstwa społecznego, którego losy prędzej czy później odbijają się na ogóle obywateli. Gdy państwo cłami, udzielaniem kredytów, zasiłków lub w inny sposób tzwróci kapitały w określonym kierunku, wówczas kapitałó zabraknie gdzieindziej. Gołosłowne zaprzeczenia lub zamilczanie tych prawd oczywistych tylko szkodzić może.
Znaczny odłam naszej opinji publicznej - dość czytać gazety, ażeby o tem się przekonać - ciągle i nie bez powodzenia domaga się od państwa zaradzenia temu lub owemu , a równocześnie narzeka na małą sprawność naszej administracji. Gdyby nagłe i szybkie powiększenie się zakresu działania państwa nie powodowało podrożenia i pogorszenia administracji, etatyzm byłby już dawno zwyciężył.
Brak poczucia rzeczywistpości polityczno-ekonomicznej jaskrawo objawił się w długiem trwaniu w Polsce inflacji. Polska była jedynem państwem zwycięskiem, które popadło w hiperinflację. W pierwszych latach naszej odzyskanej niepodległości drukowaliśmy bez opamiętania pieniądze papierowe w imię postępu. Nie zauważyliśmy, jak bardzo kosztownym jest ten tani sposób napełniania pustych kas państwa. Wielką zasługą obecnego rządu jest twarde obstawianie przy zasadzie zrównoważenia budżetu bez inflacji. Tą drogą rząd walnie przyczynił się do dźwignięcia kraju i do wyrobienia w społeczeństwie trafniejszej oceny zagadnień polityczno-ekonomicznych. Ażeby uwieńczyć swe dzieło, rząd musi nadal dbać o dobrą gospodarkę skarbową i przeciwstawić się niewytępionym jeszcze do szczętu dążnościom, popychającym państwo na drogę nadmiernego etatyzmu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz