Do publikowania "Etatyzmu w Polsce" jeszcze wrócę, tymczasem dzielę się krótszymi, bardziej uniwersalnymi pracami. "Etatyzm" był wymaga od czytelnika dłuższego skupienia, a takie wymagania na wstępie mogą okazać się za duże. W planach mam też stworzenie postu zbierającego ogólne informacje o autorze, cytaty i spis już opublikowanych prac.
Dziękuję wszystkim, którzy okazali wsparcie inicjatywie, czyli m. in. administratorom stron na facebooku KASE Poznań, KASE Kraków i KASE Gdańsk, którym zawdzięczam reklamę przedsięwzięcia i każdej osobie, która wyraziła poparcie dla projektu i tym samym mobilizowała mnie do dalszych starań. Zachęcam do kontaktowania się ze mną każdego, kto mógłby udostępnić skany (lub inne formy elektroniczne) nieposiadanych przeze mnie prac, jestem też otwarta na sugestie. Z braku innej możliwości publikuję co się da tutaj, w przygotowaniu już schludniejsze formy pdf.
Najprościej kontaktować się ze mną przez mail:
niemanazwiska@facebook.com
niemanazwiska@facebook.com
Inflacja a produkcja
(Adam Krzyżanowski)
Szkodliwość gospodarcza emisji niewymienialnych pieniędzy papierowych na cele konsumpcyjne jest powszechnie uznana. Więcej wątpliwości nasuwa emisja na cele wytwórcze np. puszczenie w obieg pieniędzy papierowych gwoli założenia fabryki. Rozróżnić należy dwa wypadki, albo chodzi o przedsiębiorstwo publiczne albo prywatne. Emisja, która ma pokryć koszt założenia przedsiębiorstwa publicznego, jest w obecnych warunkach wielce ryzykowna. Sprawność aparatu biurokratycznego obniżyła się. Zarząd państwowy kończy się ogromnemi niedoborami. Utrwala się opinja w społeczeństwie, że należy ograniczyć przedsiębiorczość publiczną. Toczy się spór o pytanie, czy nasz państwowy bank emisyjny, czy Polska Krajowa Kasa Pożyczkowa (P. K. K. P.) powinna poprzeć prywatną przedsiębiorczość hojnem udzieleniem kredytu? O tej kwestji chcę słów kilka powiedzieć.
Przedewszystkiem stwierdzam, że Polska Krajowa Kasa Pożyczkowa pożyczyła państwu kilkakrotnie więcej, niż zebrała wkładkami, skutkiem czego pożyczki, udzielane prywatnym przedsiębiorstwom, zwiększają obieg pieniężny. Czy są zalecenia godne? Nie może być mowy o ich zupełnem wykluczeniu.
Uważam jednak jak największą wstrzemięźliwość za wskazaną. Przed wojną banki emisyjne puszczały w obieg na cele wytwórcze (nie na cele konsumpcyjne) banknoty niepokryte. W tem sęk, że były wymienialne na złoto. Obowiązek wymiany hamował zapędy Banku ku nadmiernej emisji. Jeżeli było banknotów za dużo w obiegu, ceny drożały. Złoto odpływało poza granice kraju. Bank podnosił stopę eskontową. Wysoki procent, który trzeba było płacić, działał jak tusz zimnej wody. Ograniczał produkcję, bo wykluczał mniej rentowną, która nie mogła opłacić procentu. Już przed wojną ścisłe dostosowanie emisji do potrzeb obrotu było niemożliwe. Musiała wytworzyć się dążność udzielania kredytów w rozmiarach dość znacznych, wywierających pewien wpływ zwyżkowy na ceny towarów, ponieważ banki zarabiały na zwiększaniu emisji. Nie mogło jednak dojść do wielkich nadużyć. Nawet lekkie przeciągnięcie struny wywoływało automatycznie nacisk podwyższonej stopy procentowej w przeciwnym kierunku (obzerniej broniłem tej tezy w mojej "Nauce o pieniądzu i kredycie").
Obecnie stan rzeczy jest zupełnie odmienny. Nasz państwowy bank emisyjny nie wymienia papieru na złoto**. Może puszczać w obieg banknoty bez podnoszenia stopy procentowej. Może finansować interesy mało rentowne, które dawniej odpadały z powodu niemożności uzyskania dostatecznego oprocentowania. Rozstrzygająco przemawia przeciwko hojnemu szafowaniu kredytem obecna polityka stwarzania sztucznej zdolności konsumcyjnej przez państwo, która oczywiście zemścić się musi. Fabrykant kupuje coraz drożej surowiec i maszyny z zagranicy z powodu spadku naszej waluty. Kupuje coraz drożej towary na rynku krajowym, bo drożeją pod nieodpartym naciskiem inflacji. Płaci coraz większą ilością marek robotnika. Domaga się większego kredytu. Dosaje ggo. Okazuje się, że wytwarza towar za drogi. Konsumenci nie kupują go. Albo rezygnują z zaspokojenia potrzeb. Albo sprowadzają, względnie przemycają towar zagraniczny, obecnie przeważnie tańszy mimo cła i mimo fatalnego stanu naszej waluty. Przemysł łódzki ma już węgiel i bawełnę, ale traci zbyt, choć bardzo mało produkuje. Nafty nie można wywieźć, bo za droga. Dochoodzi do zastoju. Fabrykant może stać się niewypłacalnym, a bank może stracić swą wierzytelność.
Zastów, jako jedyny, skuteczny hamulec dalszej zwyżki cen uważam za pożądany. Jedna lub druga niewypłacalność byłaby cennem ostrzeżeniem dla banków, ażeby ostrożnie udzielały kredytu.
Niestety rząd uniemożliwia normalny proceder wyzdrowienia. Towary drożeją, ich zbyt jest zahamowany. Wówczas następuje podwyżka cła, chwilowo wykluczająca konkurencję zagraniczną. Co najgorsze, następuje zwyżka poborów urzędniczych i robotniczych. Rząd umożliwia im nabywanie drogich towarów. Groza zastoju minęła. Oczywiście podwyżka okazuje się rychło pozorną. Drożyzna postępuje szybciej niż podwyżka. Nie może być inaczej. Rząd nic nie ma. Podatkami ściąga śmiesznie mało w stosunku so wydatków. Może więc dać tylko bezwartościowy pieniądz papierowy. Próba fałszowania rzeczywistości musi się skończyć niepowodzeniem. Zastój chwilowo mija, ale wraz z nim możliwość rzeczywistej poprawy bytu warstw urzędniczych i robotniczych. Można dojść do niej tylko przez zniżkę cen, wykluczoną w razie ciągłego śrubowania płac. Ich pozorny wzrost utrzymuje przy życiu do czasu produkcję, w rzeczywistości nie rentowną i dlatego na kredyt nie zasługującą. Tylko interesa gotówkowe są uzasadnione w czasach, w których wierzyciel z powodu deprecjacji waluty nawet w razie otrzymywania wysokiego procentu jest narażony na straty Mógłby ktoś zapytać, co to właściwie znaczy, co to szkodzi, że produkcja jest rzekomo nierentowna? Przecież dzięki podniesieniu płac urzędników i robotników towar, początkowo za drogi, ostatecznie znajduje zbyt po cenie pokrywającej koszt wydanych marek. To prawda, ale z biegiem czasu rzeczywista nierentowność musi objawić się spadkiem ilości i jakości produkowanych towarów. Przy sposobności ich wytwarzania dostawcy i robotnicy fabrykanta przekonali się, że można za materjały i pracę żądać dowolnych cen. W następnym okresie produkcji znowu śrubują płace i ceny do wysokości, zmuszającej fabrykanta o wytwarzania coraz mniej. Rozporządza wprawdzie coraz większą ilością marek gotówkowych i zakredytowanych, ale coraz mniejszą ilością towarów. Ceny i płace, gdy inflacja doszła do tak znacznych rozmiarów, jak obecnie w Polsce, idą w górę stale szybciej niż rozporządzalna papierowa siła kupna. Dodanie fabrykantowi gotówki, czy kredytu, tylko pogarsza sytuację, bo śrubuje więcej niż proporcjonalnie ceny ze względu na powszechny brak zaufania do przyszłej siły kupna pieniądza, ze względu na chęć zeskontowania przyszłej drożyzny. W ostatecznym rezultacie na targu jest coraz mniej towarów przemysłowych. Rolnik jest coraz gorzej płatny za produkty rolnicze. Dawniej sprzedawał za 20 koron centar żyta, który dziś spienięża za tysiące marek. Wieś ma coraz mniej ubrań, nafty, cukru, soli, nawozów sztucznych, pługów. Dostarcza coraz mniej zboża. Rośnie nasze bogactwo papierowe. Zmniejsza się rzeczywiste. Wkońcu wieś wogóle odmówi przyjmowania pieniędzy papierowych. Grozi nam powrót o gospodarki naturalnej, równoznacznej z ruiną ekonomiczną i moralną. Państwo wydaje bez rachunku. Zły przykład zachęca prywatnych do produkowania bez rachunku. Państwo przedewszystkiem umożliwia ten proceder, przedtem wykluczony, śrubowaniem płac papierowych. W danych warunkach także i kredyt na cele produkcji staje się szkodliwym, bo mnożąc papier, podsyca spekulację, ratuje kosztem przyszłości, a więc chwilowo to, co niema warunków bytu, co nie odpowiada rzeczywistemu układowi sił gospodarczych. Zwolennicy inflacji zapominają, że popyt i podaż towaru, a nie papierowych pieniędzy, rozzstrzyga ostatecznie o cenach i dobrobycie.
P. K. K. P. powinna być wstrzemięźliwa w uzielaniu kredytu na cele proukcyjne, ponieważ ziś ocena rentowności przedsiębiorstw także i z innych powodów jest utruniona. Przypominam problem amortyzacji. We wszelkich wątpliwych wypadkach należałoby odmawiać kredytu. Jeżeli już kredyt ma być udzielany, uważam wysoki procent, jako hamulec podejmowania interesów mniej rentownych, za wskazany. Nie znajdując oparcia o P. K. K. P., inne banki będą również musiały ograniczyć udzielanie kredytu, a zwłaszcza szczególnie niebezpieczne lombardowanie akcji nowo powstających przedsiębiorstw.
Wstrzemięźliwość w udzielaniu kredytu nieco zaostrzy zastój, powiększy bezrobocie, chwilowo obniży płacę. W rzeczywistości ją podniesie, bo obniży ceny. Przeciwdziałanie inflacją narazie złagodzi przesilenie. Tem gorzej, bo nieco później wybuchnie ze zdwojoną siłą w tej czy innej formie. Rząd przeciwdziała zastojowi metodami inflacyjnemi na olbrzymią skalę, boć przecie powiększa codziennie zapas gotówki o przeszło 300 miljonów marek. Niechże przynajmniej banki przez hojne szafowanie kredytem nie zwiększają pieniężnej siły kupna społeczeństwa.
Est tempus tacendi, est tempus loquendi***. Wojna minęła. Czas nazwać rzeczy po imieniu. W Polsce obecnie podjęta jest akcja tworzenia emisją pieniędzy papierowych nauki, sztuki, akcja powiększania zdrowotności, przeprowadzenia reform społecznych, a także ekonomicznego dźwignięcia kraju. Gdyby można było stworzyć kulturę oszustwem, byliby to inni dawno przed nami zrobili.
*Dnia 1 marca 1921 roku w Krakowie grono osób, ożywionych pokrewnemi poglądami i dążeniami, zawiązało "Towarzystwo Ekonomiczne". "Inflacja" była przedmiotem obrad drugiego z rzędu zebrania w dniu 16 kwietnia tego samego roku. Dr Karol Krzetuski zagaił dyskusję, poczem przemówiłem na temat: "Inflacja a produkcja". Oba przemówienia zostały ogłoszone drukiem w "Dodatku ekonomicznym" do "Czasu" z dnia 25 kwietnia 1921 roku, wydawanym przez "Towarzystwo Ekonomiczne". Obecnie rukuję ponownie moje ówczesne przemówienie.
W kilka miesięcy później "Towarzystwo Ekonomiczne" z powodu szybkiego wzrostu inflacji wogóle, a także inflacji na cele produkcyjne oraz pogarszania się stosunków przeprowadziło w Krakowie między 19 września a 10 października 1921 r. publiczną, ustną "ankietę w sprawie położenia gospodarczego i finansowego" i ogłosiło drukiem w tym samym roku sprawozdanie z jej przebiegu w roczniku XX krakowskiego "Czasopisma prawniczego i ekonomicznego", nadto osobno jako zeszyt IV wydawnictw "Towarzystwa Ekonomicznego" (Kraków 1922, str. 113). Mnie przypadło w udziale wypowiedzenie, względnie napisanie "Słowa wstępnego" oraz "Rekapitulacji". Moje ówczesne uwagi rozwinąłem obszerniej w artykułach "Waluta" i "Walka z drożyzną", włączonych do tego zbiorowego wydawnictwa. (P. S.).
**Tekst "Ustawy Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej" z 7 grudnia 1918 r. ogłosiłem w zbiorze ustaw i rozporządzeń: "Waluta i Kredyt" (zeszyt IX "Praw Państwa Polskiego" ed. E. L. Jaworski). Kraków 1921, str 115. (P. S.).
***łac. "jest czas na mowę, jest czas na milczenie", św. Jan Nepomucen (przyp. blog)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz